zobacz mapę w dużej rozdzielczości

Strona główna forum  »  Świat fabuły  »  Reszta Świata  »  Kroniki

Echa przeszłości

To tutaj przechowywane oraz przeglądane są nasze wspomnienia, a także sortowane i badane nasze myśli przez nas samych. Przeszłość, która miała na nas wpływ i nadal ma lub będzie miała. Początek końca. Życie i śmierć zapisane na skrawkach naszej kruchej pamięci, które pragniemy zachować chodź na dłuższą chwilę.

Echa przeszłości

Cisza. To pierwsze co doszło do moich uszu. Nie taka jak w pustym pokoju. Wtedy słychać szum wiatru, pracujące drewno czy cokolwiek . To taka martwa bezdźwięczna cisza. Czy umarłem? Otworzyłem oczy. Czerń, tak głęboka i tak ciemna, tak aksamitna. Tak nie wygląda krainach duchów. Gdzie jestem w takim razie? Co się ze mną stało, co się stało z innymi. Tyle pytań i jakaś taka rozpacz wlewająca się we mnie. Miesza się wraz z pustką i brakiem odczuwania. Nie rozumiem co to wszystko znaczy czemu to tak jest. Nic nie pamiętam.
Skup się... mocniej, przypomnij sobie wszystko, co się działo i dlaczego jestem w tym dziwnym miejscu. Obrazy wspomnień nie są takie jasne i tak trudno mi się na tym skupić. Co jest prawdą a co tylko wytworem zakrzywiania przez czas. Ile z tego co pamiętam są moimi wspomnieniami. Zamknąłem powieki, skupiłem się. Myśli same płyną i nacierają. Teraz widzę ale ile z tego się wydarzyło, ile z tego jest moim życiem.

Odległe lasy Vorkuty, miasteczko, dom. Dzieciak w czarnych włosach z czerwonymi akcentami. Młody ja. Taki beztroski. Moja ukochana siostra i najlepszy kumpel. To były czasy. Siostra zawsze była oczkiem w głowie ojca. Nie przeszkadzało mi to zbytnio. Brakowało mi trochę ciepła, ojciec jak i dziadek zawsze ostrzej mnie traktowali. Jako mężczyzna miałem być silny, miałem umieć walczyć i być posłuszny. Matka zawsze była moja podporą, tak. Czułość i troska, zawsze mogłem na to liczyć z jej strony.
Moja podpora.
Nie lubiłem chodzić do szkoły, wolałem z kumplem, Fenrirem, biegać pod dachach i jak na dzieciaków przystało, łobuzować. Kradło się jabłka i inne takie rzeczy. Nie z głodu a dla wyzwania. Potem było tłumaczenie i lanie ale co się zabawiło to się zabawiło. W deszczowe dni rzucało błotem i biegało po lesie.

Sonia... Czemu myśląc o niej czuje taki ból? Taki wewnętrzny. Moja kochana młodsza siostra. Co z nią się stało. Nie wiem. To moja wina. Zawsze moja. Powinienem ją chronić. Siostra... kłamstwo, które wbijano do głowy, może to to właśnie sprawiło, ze stało się to co się stało? Nie wiem. Zawsze ją kochałem i chroniłem ile tylko mogłem.

Cisza znów nic. Skup się. Nie mogę zapomnieć muszę pamiętać. Nie mogę się bać.

Księżyc, pełnia. Pierwsza w moim życiu. Nigdy jej nie zapomnę. Ból tylko to pamiętam z niej. Długotrwały ból i gniew. Wszytko zaczęło się od tego. Przemiana, we wilka, narodzenie się na nowo. Skrócono mi smycz. Koniec z beztroską, ile miałem lat? Nie pamiętam. Pamiętam chłód kamiennej piwnicy. Tak. Tam dziadek mnie szkolił. Mimo bólu, łez. Jestem wilkołakiem muszę panować nad sobą. Musze umieć, muszę...
Czy wtedy zabiłem po raz pierwszy i wyparłem to z umysłu zaprzeczając?

Nie. Po raz pierwszy widziałem śmierć, to jak ginie inna osoba. Po raz pierwszy spróbowałem ludzkiego mięsa i krwi. Było to coś paskudnego. Nie mogłem się sprzeciwiać. Nie miałem nic do gadania. Od tamtego momentu dziadek zajmował mi większość czasu. Sonia się uczyła czarów i innych takich a ja byłem szkolony do walki i zabijania. Dziadek zawsze mi powtarzał, że ludzie to jak krowa czy koń- zwierzęta juczne. Czarodzieje za to najgorszy sorta, zuchwali. Muszę umieć z nimi walczyć. im w głowach tylko dominacja, poniżanie nas i wykorzystywanie. nie można im ufać. To nic nie warte ścierwa. Tak bardzo mi to wyryło się w głowie, że ciężko było myśleć inaczej. Dnie mijały mi na szkoleniu we walce w ręcz, mieczem, kontroli, wykorzystywania i gromadzenia nienawiści, gniewu w sobie aby ją wykorzystać w boju. Nie widywałem często Fenrira, siostrę czy matkę. W kółko to samo, a każde niepowodzenie i nieposłuszeństwo było srogo karane. Nie wolno mi było się sprzeciwiać, mam robić co mi każe.

Tak nie powinno być. Nie powinno się krzywdzić, zabijać od tak.
Wtedy zdarzyło się to, śmierć mojego ojca. Został zamordowany przez łowców. Dziadek na tym przykładzie dał mi do zrozumienia, że ma racje. Nie można ufać czarodziejom. Dla nich jesteśmy niczym innym jak bestiami i musimy umieć ich zabijać i walczyć alby bronić bliskich. Ja mam bronić Sonię. Wysłano nas do Anglii, do ciotki. nie lubiłem jej i ze wzajemnością. Unikałem jak mogłem bycia w jej domu. Kilkakrotnie uciekałem i zarabiałem poprzez...
Właśnie ten czas tak mi się zamazuje ile z tego jest prawda a ile dopowiedzeniem wywołanym brakiem jasności? Tańczyłem. Byłem kurde dzieciakiem. Tańczyłem erotycznie nie wiedząc wtedy co i jak. Nie znając takich określeń nawet jak pedofilia czy seks. Czy byłem wykorzystywany do tańca i czegoś jeszcze? Nie wiem... Czym więcej o tym myślę, tym odpowiedź jest bardziej okropna. Czy to przez to wszystko moje życie intymne jest tak pokiereszowane i powalone?
Nie chce o tym myśleć... to wraca i drąży niczym kropla w skale. Czuje jakieś w sobie przerażenie? Czy teraz dopiero uświadamiam sobie co zaszło w mojej przeszłości?
Napadałem i okradałem, jako wilkołak nawet będąc dzieciakiem miałem siłę. Do tego byłem szkolony niczym pies na walki. Tak wtedy zabiłem. Po raz pierwszy na ulicy. Nie wiem kogo. Czy to dla kasy czy może miałem dosyć bycia zabawką? nie wiem, nie chce tego pamiętać. Nie wiem czemu to tak wraca i odbija się. To nic nie zmieni, nic już nie zmienić tego co było. Pamiętam to uczucie. Przerażenie, które jednak podniecało. Krew na dłoniach i to ciało. Czułem gniew i radość. To jest chore. Wróciłem do ciotki. Potem co było.. nie pamiętam.
Szkoła czarodziejów wezwała...

To był jeden z lepszych momentów mojego życia. Tak.. pamiętam. Czułem się tam jak w prawdziwym domu. Jak na elitarne szkołę przystąpiło były tam cztery domy i trafiłem do jednego z nich. Siostra trafiła do innego. Nadal jednak ją broniłem przed natrętami i adoratorami. Może byłem w tym nachalny. To szkoła zapewniła nam bezpieczeństwo przed łowcami. Dostawaliśmy eliksir, który pozwalała częściowo zachować trzeźwość umysłu. Nie oznaczało to, że byliśmy tam jak owieczki- łagodni. Fenrir też trafił do domu gdzie ja. Nasza więź tylko w tym okresie wzmocniła się. Byliśmy jak bracia. poznałem wielu świetnych ludzi. Strasznie mnie to wewnętrznie targało. Wbijano mi do głowy jedno- ludzie i czarodzieje to żarcie i śmieci. Ja za to poznałem kilku świetnych ludzi i nawet zakochałem się w czarownicy. nie potrafiłem jednak panować nad sobą. Krzywdziłem przyjaciół. W szczególności przed pełnią. Nie umaiłem sobie radzić z rozdarciem. Z byciem myśliwym a byciem kimś normalnym. Moja dziwna część mnie już wtedy łaknęła krwi i mordu. Nie umaiłem panować do końca nad tym. To było takie silne. Zabiłem w pełnie nauczycielkę. Ona wierzyła we mnie, pomagała mi. Zamordowałem ją wraz z innym wilkołakiem na wieży. Nie ukarano nas. Za duży panował wtedy w szkole chaos. Starano się nad wilkołaczymi uczniami zapanować w jakiś sposób. Nie każdy z nas był mordercą.

Kilka lat potem zamordowałem przyjaciela, Parkera. Zrzuciłem go z wieży. Ciało zakopałem i jakoś sprawa ucichła. Szkoła starała się tuszować takie sprawy, zbyt mógłby nadwerężyć ich czystą opinie.
Nie byłem najlepszym uczniem. Nauka szła mi opornie. Nie zależało mi na nauce czarów, Na co mi to niby? Podrywałem dziewczyny i nawet mi to jakoś szło. Byłem mimo różnych zdarzeń bardzo wesołym chłopakiem. Lubiłem się wygłupiać.
A może to tylko projekcja umysłu, który próbuje się tłumaczyć i wybielić?

Co pełnie coś się działo, mniejszego lub większego. Co jakiś czas musiałem wracać do Vorkuty. nie były to miłe powroty. Ojciec wymagał abym zarabiał. Byłem kurde nadal dzieciakiem. miałem dalej ćwiczyć walkę. Wysyłał mnie na walki w klatkach dla amorów. Dziwne to walki. Brały w ni udział różne kreatury od wilkołaków po nawet zmiennokształtnych. Wiele z tych walk przegrałem. Nie da się tego zapomnieć. Każda porażka bolał podwójnie. Dziadek nie dawał mi żadnej porażki i sprawiałbym pamiętał, że mam wygrywać. Mam walczyć tak jakby groziła mi śmierć. Mam wkładać w to pełnie furii. Nie mieć litości. Do szkoły wracałem pokiereszowany ale nikt nie pytał z kadry.
Może jakby ktoś zareagował byłoby inaczej? Tak było ciche przyzwolenie, bo w końcu jestem tylko wilkołakiem. Niejednokrotnie dawano mi to odczuć. Jestem tylko wilkołakiem- bestią. To mnie jednak nie dobijało, cieszyłem się ile mogłem z życia w szkole.

Cisza... Muszę wszystko poukładać. Czy już wtedy było we mnie to zło? nie wiem. Nie pamiętam. Mam czas ale nie chce siedzieć tutaj w mroku i ciszy. Chce coś czuć, nawet jeśli to będą wspomnienia chce mieć iluzje, że moje istnienie to nie tylko sen.


W końcu nadszedł czas kiedy musiałem opuścić szkołę. Nie miałem gdzie się udać. Sonia... Nie wiem gdzie ona się udała. Była zawsze bardziej zdolna. Zająłem starą sypiącą się chatę niedaleko miasteczka, które było nie tak daleko szkoły. Stałem się bezdomny i samotny. Jakoś jednak dawałem sobie radę i nie poddawałem się. W wolnej chwili to co zarobiłem przeznaczałem na szkolenie się w zakresie medycyny. No aby móc być kimś pokroju pielęgniarza czy coś. Wiedziałem, że aurorzy mnie śledzą, obserwują. Już robili to jak byłem w szkole ale jej mury chroniły bardziej. Nie robiłem niczego co łamało by prawo. Tylko te pełnie. Tak w pełnie ciężko było im mnie upilnować, w końcu wilkołaki się zmieniały i musieli pilnować innych. Ja byłem gdzieś na jakimś wygwizdowie zniszczonym domu. Pełnie jednak były krwawe. nie miałem eliksiru ani żadnej kontroli na sobą. Mordowałem i to z wielką satysfakcją posilając się ciałami. Na co dzień odmawiałem sobie jedzenia, byle móc jakoś przeżyć i tyle. W pełnie ucztowałem na ofiarach. Dołączałem czasem do innych drapieżników takich jak wilkołaki czy wampiry. Przez to nie można mi było bezpośrednio postawić zarzutów. Chyba, nie wiem. Aurorzy w szczególności jedna, Silvia, bardzo mnie nie lubili i chcieli zapuszkować.

Nie wiem co mnie naszło ale zaprosiłem ją do "siebie". miałem magiczne radio. Przyszła co mnie zaskoczyło. Nie byłem dobry w sprawach kobiecych. Jakoś wyszedłem z formy. ale upiekłem coś.. No ale ja i robienie jedzenia... Spaliło się i musiałem dać kanapki. Dla rozrywki zatańczyłem przed nią. Nie normalnie. Znałem taniec striptizerów, tym też dorabiałem. Byłem dobrze zbudowany i jeszcze nie miałem tylu blizn. Jakoś to wyszło.

W szkole poznałem kuzyna, był dalekim kuzynem ale jednak. Był członkiem szlachetnego rodu i zakonu. Byli w nim obecnie głownie czarodzieje ale to inna sprawa. Jak ukończyłem naukę trochę bardziej się z nim zbliżyłem. Trenowałem walkę bronią białą. Też dostałem prace w szkole więc się ustabilizowałem finansowo. Myślałem,że jakoś to będzie, że dam radę i będę żył swoim życiem tutaj... Jaki ja byłem głupi.

Silvia w postaci sokoła co pełnie mnie śledziła. No nie w każda ale dość często. Uniemożliwiała mi przez to mordowanie. Nie zawsze zdążała jednak. Nie wiem czemu mnie nie zamknęła. Po pełni nie raz była przy mnie. Kiedy ja nagi leżałem gdzieś w śniegu czy pod jakimś krzakiem w lesie. Nie wiem, może lubiła podglądać nagich facetów, nie chce w to drążyć. Czułem się jednak przez jej obecność dość niekomfortowo. Po pełni także nie raz rozmawialiśmy. Nie pamiętam o czym. Jakoś tak otwierałem się przed nią. Nie powinienem był. Brak jednak chyba drugiej osoby robił swoje. Ciągle jeździłem do dziadka i dalej byłem.. szkolony. Bałem się go całe życie, jeszcze bardziej kiedy dowiedziałem się, że to mój ojciec i wiele rzeczy to kłamstwo.

W między czasie pojechałem wycieczkę, kolonie coś takiego z uczniami szkoły w postaci właśnie pielęgniarza. Jak na złość Silvia też na niej była i do tego ze swym młodszym bratem. W pełnie głupek wypuścił mnie co skończyło się dla niego bardzo źle. Przeżył.
Bałem się, że zamknie mnie za ten incydent.

Nie pamiętam czy to tak było a może inaczej. Nie mogę sobie tego przypomnieć. To było tak bardzo dawno temu.


Otaczało mnie dużo ludzi, którzy nie życzyli mi źle. Ja ich krzywdziłem. Kilka razy pawie zginąłem, w pełnie... Oni się bronili a ja tak bardzo pragnąłem ich zamordować i to w najbrutalniejszy sposób jaki mogę. Do tej pory czuje to. Kiedy tylko przypominam sobie te chwile. Czuje podekscytowanie. To jest chore i nienormalne.

Będąc w szkole wziąłem pod swoje skrzydła innych uczniów będących wilkołakami. Byłem ich takim jakby liderem, osobą, która dba o ich naukę jak radzenie sobie z tym kim są. Liadon był chyba najstarszym z nich. Nie miałem dzieci i sam nie posiadałem dobrego przykładu nauki. On, Hannah czy Flora ale głownie on, był katowany w komnacie tajemnic. Nie umiałem inaczej uczyć panowania nad sobą, nad gniewem. Mimowolnie zasiewałem ziarna nienawiści do czarodziejów, za całe krzywdy jakie wykonali na naszej rasie. Chciałem dobrze ale byłem kiepskim nauczycielem. Starałem się. Te wszystkie dzieciaki, to była taka moja rodzina, którą chciałem chronić. Nieudolnie ale chciałem dobrze. Nie umiałem tego wszystkiego zrobić tak jak powinienem. Może właśnie brakowało mi tego ciepła rodzinnego i przez nauki i opiekę nad nimi wypełniałem w sobie te pustkę i potrzebę?

wychodziło mi to średnio ale przemoc, gniew były tym co znałem najlepiej tak mnie uczono radzić sobie. Adoptowałem Hannah, nie wyszło to mi na dłuższą metę. Nadal ich uczyłem jak być wilkołakiem ale radzili sobie sami dobrze. W pełnie czasem z nimi biegałem ale coraz częściej już sam. Towarzyszyła mi Silvia jako sokół. Ona zaadoptowała Vannadesse. Nie wiem, może jestem zboczony ale mi się podobała. Był to mały problem.

Mordowałem ale Silvia, z którą spotykałem się coraz częściej poza pełnią podobała mi się. To było coś innego i dziwnego. Nie było to z dnia na dzień tylko kiełkowało długi czas. Zakochałem się. Nie potrafiłem tego zrozumieć. nie czułem takiej emocji wcześniej. Oświadczyłem się jej ale odrzuciła je. To było dla mnie bolesne. Wiele trudno w samo odważenie się na coś takiego, a dostałem taki cios w policzek. Nie załamałem się jakoś tak mocno. Starałem się bardziej spodobać, ubiegałem o nią, pisałem listy, słałem kwiaty i wiersze. Wiedziałem, że ona jest taka praworządna a ja takim śmieć, taki morderca. Próbowałem pracować nad sobą. To nie jest proste kiedy całe życie wierzysz, że czarodzieje to śmieci i zło ale z drugiej strony lubisz ich. Lubiłem ludzkie mięso, krew czuć strach ofiar i czerpać przyjemność z zadawania im brutalnej śmierci i nie raz pozerajac żywcem. Kochałem jednak Silvie i nie mogłem tak robić. Taki konflikt miałem do tego mój ojciec. Dowiedział się o tym, że ubiegam się o rękę czarodziejki. Zostałem skatowany i to nie raz za to, że nie jestem posłuszny i że spotykam się z nią. Nawet wysłał nie raz zdjęcia z tego jak mnie skatował jej... Jak można być tak przesiąkniętym nienawiścią... Czasem myślę, że ojciec nienawidził wszystkich, którzy nie byli wilkołakami i którzy nie myśleli i nie robili co im kazał...

Nigdy nie potrafiłem jednak podnieść na niego ręki, nigdy nie opierałem się kiedy mnie katował lub torturował. Uważałem, że skoro ojciec tak mnie traktuje to zasłużyłem sobie na taki los. W końcu to ojciec, a ojca się słucha bezwarunkowo. On wie lepiej w końcu jest głową całej rodziny.

Ja jednak chciałem się zmienić. Chciałem być godnym bycia z Silvią. Nie chciałem być w jej oczach bestią, za jaką miało mnie wielu. Zmieniałem się powoli ale udawało mi się. Pracowałem nad swoja rządzą krwi i mordu. Pracowałem nad panowaniem nad bestią, która żyła we mnie. Ta kobieta... Ona była moją podporą dawał mi ciepło, którego mi brakowało. Ciepło nie seks, który pojawił się miedzy nami późno ale był świetny. Tak wtedy to już byłem pewny, ze chce być jej i tylko jej. Tak z niej skryta ale ciepła kobieta, która troszczyła się o innych, o swoją rodzinę i obcych. W końcu była aurorem, bezwzględnym dla przestępców. No i tutaj problem, bo ja byłem tym ... przestępcom mimo że zmieniałem się i nie chciałem krzywdzić.


W kulminacji mojego szału mordów jakie robiłem byłem poszukiwany. Trafiłem do mieszkania Vanadessy. Byłem u niej i cóż nie doszło do zbliżenia ale ona ciągle kokietowała, ja mam... Miałem słabość do pięknych kobiet. Do tego ona była pół czarodziejem pół wilą. Tak jakoś tak a one czy chciały czy nie miały w sobie taka magię. No ale wtedy pojawił się Thomas, mój kuzyn. Byłem zaskoczony i nie zdążyłem zareagować. Zostałem spętany magicznym łańcuchem. Zabrał mnie do więzienia pod ziemią. Jakoś pod siedziba aurorów. Byłem w szoku i zdezorientowany. Poczułem się zdradzony przez własnego kuzyna. Byłem potraktowany jak najgorszy przestępca. W końcu nim byłem... Przykuty grubymi posrebrzanymi łańcuchami do krzesła. Nie miałem możliwości żadnego ruchu. Byłem w pomieszczaniu, w którzy nie było drzwi, oknie niczego. Otaczały mnie kamienne ściany i jakieś magiczne światełko nad głową, które gasło i samo zapalało się kiedy aurorzy uznawali, że powinienem się obudzić. Ściana przede mną magicznie otwierała się jak ktoś chciał wejść. Sami aurorzy przez ścianę widzieli mnie. Pomieszczenie było małe, bardzo klaustrofobiczne. Nie mogłem się ruszać, od razu byłem przesłuchiwany. Nie pamiętniej pytań i co się działo. Czułem się okropnie. Chyba Thomas zaapelował aby mnie odkuto nie pamiętam kto dokładnie. Zrobiono i mogłem chodzić. Ale tam byłą cisza... nie tak jak tutaj, tę tutaj ciężko znieść tamta byłą podobna ale jakoś dało się tam siedzieć. Miałem tylko jakiś koc, którym mogłem się przykryć nic poza tym. Do jedzenia miałem dwie kromki chleba i szklankę wody na dzień. To wraz z warunkami sprawiało, że się załamywałem. Tego właśnie chciano. Więzień powinien się dać złamać i wszystko wyśpiewać. Tak złamano mnie i to całkowicie. Byłem tak długo tam trzymany, że mocno schudłem i wyglądałem jak cień samego siebie. Moim obrońcą w sprawie był Thomas. Oskarżono mnie o wszystkie morderstwa, które byłby przypisane wilkołakom. Sam potwierdziłem i przyznałem się do nich. Może mnie złamali ale nie pozwoliłbym aby zamknęli dzieciaki. Tego bym sobie nie darował. Tak więc ich winy też na mnie spadły. Groziło mi dożywocie w miejscu, które zniszczyłoby meni już doszczętnie. Na podstawie tego co się działo na sali, w której byłem skuty niczym dzikie zwierze abym tylko nie mógł drgnąć, na pobyt w szpitalu na piętrze dla obłąkanych na obserwacje. Tam też wylądowałem i byłem skuty do łóżka. Na pełnie usypiano mnie abym nie mógł nic zrobić. Byłem też tak skuty kiedy wybuchł pożar na środkowych piętrach. Ktoś rzucił Piekielną Pożogę. Dym dostawał się an wyższe piętra. nie mogłem się wydostać. Byłem pewny, że zginę w taki sposób- przykuty do łóżka. Nie pamiętam kto mnie wydostał, wiem, że byłem reanimowany. Medycy mieli problem i dylemat. Byłem groźnym mordercą. myślano aby pozwolić mi umrzeć lub pomóc mi w tym. Ostatecznie przywrócono mnie do życia. W całym zamieszaniu Silvia mnie... porwała. Wiedziała, że i tak zamkną mnie. Musiałem zniknąć i zniknąłem wraz z nią.

Tyle się wtedy działo... Tak, więzienie mocno mnie zmieniło. Pierwszy raz coś mnie tak bardzo złamało. Nawet ojciec nigdy aż tak mnie nie złamał. Także to sprawiło, że nie lubiłem ciasnych pomieszczeń i bałem się iść do więzienia. To jeszcze bardziej zryło mi głowę ale byłem z kobietą, która kochałem. Wybrała mnie zamiast kariery.
Dariusz Wyrm
Lord Dalavdrager
Avatar użytkownika
Daravith'Alhanhun
Wilkołak
Zmiany FizyczneSzramy na twarzy, potężne dwie blizny przechodzące od ramienia aż przez cała prawie klatkę piersiowa.
obroża niewolnicza
Zmiany PsychiczneZaburzenia psychiczne i osobowościowe
Karta Postaci
Poziom Życia:
   100%
Poziom Mocy:
   60%

Powrót do Kroniki

cron
{ MCHAT_ENABLE }
{ MCHAT_COPYRIGHT }








  • Czarodzieje
  • Zmiennokształtni
  • Wampiry
  • Zimowe Wilki
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Kto przegląda forum

Forum przegląda 1 użytkownik :: 0 zidentyfikowanych, 0 ukrytych i 1 gość (dane z ostatnich 5 minut)